Świadectwo powołania - s. Alma CSS

Wszystko w życiu młodego człowieka jest piękne, pełne planów i wyborów, marzeń  ale także niepewne i trudne, ponieważ stoi przed wielką życiową  niewiadomą. Młody chłopiec czy dziewczyna nigdy nie jest sam. Są przy nim rodzice, koledzy i koleżanki, przyjaciele. Mimo to wyborów musi dokonać sam, decyzja należy do niego. W tym, jedynie może mu pomóc, jeśli Go zaprosi sam Jezus, Jego i nasz Matka oraz święci przyjaciele, jednak ostateczna decyzja należy do niego.
                Wybranie życia zakonnego jest sprawą duszy. Wewnętrzne odczuwanie bliskości Jezusa, odkrywanie piękna Bożego, szukanie możliwości bycia blisko dla większej Jego chwały i dla pożytku bliźnich. To motywacje, które zmuszają do zostawienia wszystkich. „Oto my  opuściliśmy  wszystko i poszliśmy za Tobą  co więc otrzymamy? «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.  Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”.  (Mt19,27- 30)
 


A jak to wyglądało było u  mnie?.
                Zatroskana Mama  chciała wszystko zrobić, by zapewnić szczęśliwą przyszłość swoim dzieciom. I niech Bóg jej za to wynagrodzi szczęściem w niebie. Jednak o życiu zakonnym nie pomyślała i nie akceptowała  mojego odkrycia.   W głębi mojej duszy od wczesnych lat szkolnych brzmiało Jezusowe zaproszenie: „pójdź za Mną”. Zapragnęłam usłyszeć Jezusowy głos w sercu. W czasie kazania ks. Dziekan Stanisław Patryna zwracając się do młodych podczas niedzielnej homilii powiedział: „a może i dziś do ciebie  w sercu mówi  Pan Jezus tak jak kiedyś do Piotra:  „pójdź za Mną”?  Te słowa mocno poruszyły moim pragnieniem  - „chcę usłyszeć  te słowa”. Z drugiej  strony jednak od razu pokusa  „jesteś zbyt słaba, mała i grzeszna”... Mimo tej rozgrywającej się walki, wiem, że była to godzina  łaski, w której  rozpoznałam swoją życiową drogę. Chciałam tak naprawdę realnie,  namacalnie usłyszeć ten słodki Jezusowy głos. Odtąd  Pan Jezus zaczął drążyć w moim myślach i  sercu, abym mogła zrealizować Jego wołanie. Nie było to bezmyślne spełnianie Jego woli. Jak każda dziewczyna zastanawiałam się nad życiem rodzinnym, nad swoją przyszłością, chłopakiem i  dochodziłam do wniosku, że to nie jest to czego szukam. Ostatecznie do zwycięstwa w wyborze przyczyniła się Jezusowa i moja Matka Maryja.
                 Czy te lata, miesiące i dni poprzedzające ostateczny finisz były łatwe? - tego nie mogę powiedzieć. Trzeba mi było szukać kogoś zaufanego, komu mogłabym powiedzieć, a ten nie rozpowiedział by wszystkim o moich planach i zamiarach. Inną trudnością jaka stała na mojej drodze to Rodzice i Rodzeństwo, zwłaszcza  Mama. Następna trudność to wątpliwości, czy to jest to co Bóg dla mnie wyznaczył? W takich chwilach gdzie szukać pomocy i kto może mi pomóc? Moją pomocą była modlitwa  różańcowa i duchowa rozmowa z Maryją. Dużo się modliłam, czytałam książki o świętych i wreszcie udałam się w tej sprawie na pielgrzymkę do Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku.
To Ją z całą dziecięcą ufnością błagałam o pomoc i otrzymałam ją w momencie dziękczynienia po Komunii św. przed cudownym Obrazem Matki Bożej Leżajskiej. Maryja posłużyła się świątobliwą s. Michaelą Romanowską (kanoniczką Ducha Świętego), która podeszła w czasie mojej błagalnej modlitwy i poprosiła abym wyszła na chwilę z Bazyliki. Pierwsze słowa jakie skierowała: „ czy panienka nie myśli o klasztorze?” Niczego więcej nie było potrzeba:  jest odpowiedź  Maryi Matki Pocieszenia na moje błaganie! Istny cud Bożej łaski. Byłam w siódmym niebie, ale szybko musiałam zejść na ziemię, kiedy usłyszałam głos sprzeciwu Mamy, z którą  dzieliłam swoją radość niezwykłego wydarzenia w moim życiu. Mama doświadczona i mądra osoba patrzyła realnie na zachcianki swego dziecka, z doświadczenia wiedziała jak życie jest trudne, dlatego nie wyraziła zachwytu. Nastąpiły długie miesiące oczekiwania i niepewności, tym bardziej, że i rodzeństwo nie akceptowało mojej decyzji. „Nie dasz rady, nie wytrzymasz” - mówiła moja siostra Zosia. Kiedy wszyscy wkoło nie podzielali mojej decyzji, zaczęłam mieć jeszcze większe wątpliwości. No cóż, w swoim prostym usposobieniem zwracałam się do Boga o pomoc i wyjaśnienie: „czy  aby dobrze wybieram”? Bóg nie odpowiedział na moje warunki, wobec tego mogłam wypełnić to wewnętrzne pragnienie stania się Siostrą Kanoniczką Ducha Świętego. Po wielu miesiącach uzyskałam zgodę Rodziców. Zostałam przyjęta w Krakowie przez śp. wspaniałą Matkę Generalną Redemptę Śledzińską.
 
                Dziś podziękować chcę Bogu  w Trójcy Jedynemu i Duchowi Przenajświętszemu za każde dobre natchnienie i wszelkie dobro otrzymane. Dzięki składam Mojej i naszej Matce Maryi, która kroczy ze Mną i czuwa nad każdą sprawą. Dziękuję za każdą Siostrę mojej Rodziny Zakonnej, zwłaszcza te Siostry, którym pomogłam odkryć miłującego ich Jezusa, i proszę was, którzy będziecie czytać to krótkie świadectwo, o modlitwę o  nowe powołania - zdecydowanie i mocne Duchem - do naszego Zakonu.

S. Alma Oczkowska
 
 
 
 

Odsłony: 4410

Artykuły pokrewne

Mamy szczególne nabożeństwo
do Ducha Świętego

Czcimy Chrystusa
w cierpiącym człowieku...

 

Maryja jest nam wzorem
uległości Duchowi Świętemu