Przez pół wieku z Umiłowanym


Papież Franciszek w Liście na Rok Życia Konsekrowanego zachęca, by spojrzeć w przeszłość
z wdzięcznością.

Opowiadanie swej historii jest składaniem chwały Bogu i dziękczynieniem Jemu za wszystkie Jego dary. Po kilkudziesięciu latach życia zakonnego jest za co dziękować Bogu, który upatrzył, wybrał, powołał, konsekrował i nadal prowadzi po zwyczajnych drogach codzienności.

Sięgając pamięcią do najmłodszych lat cisną się słowa proroka Jeremiasza: Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię (1, 5). Już w pierwszych godzinach życia odrodził moją duszę w sakramencie chrztu św. ze względu na zagrożenie życia (urodziłam się w domu rodzinnym). W tak trudnej chwili dla rodziców, tatuś zaniósł swoje maleństwo przed obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosił o dar życia i ofiarował Bogu (o czym dowiedziałam się dopiero przed śmiercią taty będąc już 20 lat w zakonie). A potem przez wiele lat rodzice modlili się o łaskę powołania do służby Bożej dla swoich dzieci. Nam nie zdradzali swego pragnienia, byśmy dokonywali wyborów życiowych w całkowitej wolności.

Myśl o poświęceniu Bogu swojego życia pojawiła się bardzo wcześnie, w czwartym roku życia, według przekazu mamy. A dziecięcy motyw wyrażały słowa: Będę zakonnicą, bo będę nosiła długą sukienkę i będzie mi zawsze ciepło w nogi. Oczywiście, z biegiem lat ulegał zmianie i dojrzewał właściwy motyw służby Bogu.
W czasach mojej młodości nie istniało duszpasterstwo powołań i nie było w gablotach kościelnych informacji o życiu zakonnym. Nie istniał jeszcze telewizor ani komputer, a tym bardziej Internet czy telefon komórkowy. Zazwyczaj same zainteresowane dziewczęta starały się uzyskać informację o najbliższym domu zakonnym. W szkole podstawowej nie wiedziałam, że istnieją różne zgromadzenia więc Pan Jezus zaoszczędził mi trudu wyboru, do którego mam wstąpić. Po prostu chciałam zostać siostrą zakonną. A Ten, który wzywał, przez zaprzyjaźnione osoby, wskazał furtę klasztorną, którą przekroczyłam po ukończeniu szkoły podstawowej.

Pan Bóg jest Panem rzeczy niemożliwych czego pozwolił doświadczyć na przestrzeni lat życia konsekrowanego. Moje dziecięce pragnienia – po ludzku nie do pogodzenia – zrealizowały się w zgromadzeniu. Najpierw chciałam być konduktorką (w tym okresie oprócz kierowcy był w autobusach konduktor sprzedający bilety), by wiele podróżować. Potem spodobał mi się zawód nauczycielki, by przekazywać wiedzę dzieciom i młodzieży. Wciąż wzrastało pragnienie zostania siostrą zakonną, by oddać się całkowicie Panu Jezusowi. Pomyślcie sami, czy i jak pogodzić te dziecięce i młodzieńcze marzenia? Co po ludzku wydaje się niewykonalne, to z Bogiem staje się rzeczywiste.

Od pół wieku jestem klasztorze, byłam nauczycielem religii przez długie lata i pełniąc obowiązki zakonne wiele podróżowałam nie tylko po Polsce. Pan Jezus zaprowadził także do pracy we Francji czy na krótki pobyt w Afryce (Burundi, Rwanda). Częste podróże były już nie z marzenia i nie w roli konduktorki ale z woli Boga. On zna tajniki ludzkiego serca i już tu na ziemi pragnie je zaspokoić. Tylko Bóg, który wybrał, jest Źródłem ludzkiego szczęścia i pozwala go doświadczać coraz pełniej każdego dnia.

W Roku Życia Konsekrowanego, dziękując za dar powołania, z ufnością zawierzam dalsze lata Bogu, który jest Miłością i mogę zapewnić, Drodzy Młodzi Przyjaciele, kochajcie Jezusa, a będziecie szczęśliwi na drodze waszego życiowego powołania. A jeśli w Twoim sercu – czytając to świadectwo – Duch Święty zapali iskrę kapłańskiego czy zakonnego powołania, nie lękaj się iść za Nim. Pozwól kształtować się Jego Miłości, a przekonasz się, że osiągniesz w życiu prawdziwe szczęście.
 

Dobrych wyborów i wzrastania w miłości Boga wszystkim czytającym te słowa

życzy Wasza siostra Irena














 

Odsłony: 2084

Mamy szczególne nabożeństwo
do Ducha Świętego

Czcimy Chrystusa
w cierpiącym człowieku...

 

Maryja jest nam wzorem
uległości Duchowi Świętemu