Bóg mnie szukał - s. Oktawia CSS


 Bóg okazał mi i mojej rodzinie wielkie miłosierdzie powołując mnie do Swojej służby. Pochodzę z rodziny tzw. „wierzącej – niepraktykującej”. Tak naprawdę, to On szukał mnie. Zamarzył o mnie jeszcze zanim się narodziłam i tak wszystkim kierował w moim życiu, żebym Go w końcu dostrzegła.


Stawiał na mojej drodze ludzi, którzy byli związani z Kościołem. Należałam do oazy i do wspólnoty modlitewnej Taize. W ten sposób rozwijałam swoją wiarę. O życiu zakonnym zaczęłam po raz pierwszy myśleć gdy miałam 17 lat, po  kursie Filipa, który się odbył w mojej parafii podczas rekolekcji wielkopostnych.
W rodzinnej parafii są siostry serafitki, ale ja nieśmiała nastolatka, nie miałam odwagi, by podejść do siostry  i powiedzieć jej o moim pragnieniu. Ale Bóg i o tym pomyślał. Sam wybrał dla mnie  zgromadzenie.
      W szkole, do której chodziłam, poznałam koleżankę, która miała znajomą siostrę duchaczkę (w tym czasie nowicjuszkę) i ta siostra zaprosiła ją do Leżajska na rekolekcje powołaniowe.   Gdy Dagmara usłyszała o moim pragnieniu, zaproponowała wspólny wyjazd na rekolekcje. Ja chciałam tam pogłębić swoją wiarę. Pojechałam z nią nieświadoma jaki charakter mają te rekolekcje. Dagmara „wygadała się”, że chcę wstąpić do klasztoru. Od tamtego czasu siostra mistrzyni zaczęła się modlić za mnie. Ja miałam jeszcze przed sobą pół roku nauki (byłam w klasie maturalnej). Po maturze pojechałam na kolejne rekolekcje do sióstr, tym razem do Krakowa z tą intencją, żeby podjąć ostateczną decyzję: albo klasztor albo studia. Pan Jezus wtedy wszystkim pokierował, dawał mi znaki

( między innymi przez Słowo Boże), że chce mnie mieć dla siebie, a ja  „połknęłam haczyk”. Zostałam dzień dłużej, żeby się spotkać z matką generalną i po rozmowie z nią miałam dowieźć tylko jakieś dokumenty i czekać na termin wstąpienia. Rodzicom nie zwierzałam się z moich pragnień. Postawiłam ich przed faktem dokonanym. Mama powiedziała, że zgłupiałam, a tata miał nadzieję, że wybije mi powołanie z głowy. Miałam jeszcze dwa miesiące czekania na datę. 31 sierpnia – dzień mojego wstąpienia. Tata nie tracił czasu. Zabrał mnie w góry, zaczął pokazywać piękno przyrody mówiąc mi: „widzisz jaki jest piękny  świat, a ty się chcesz zamknąć za murami klasztoru”… Myślał, że już nigdy świata nie zobaczę…Ja jednak bardzo chciałam wstąpić i nie mogłam się już doczekać tego dnia.
            Na początku oczywiście miałam taki czas, że wylewałam tzw. „krokodyle łzy” i zadawałam sobie pytanie: co ja zrobiłam? Teraz jestem już 14 lat siostrą duchaczką,  modlę się codziennie o łaskę wytrwania i cieszę się, że mogę rozwijać się duchowo i ratować dusze.

s. Oktawia

Odsłony: 2443

Artykuły pokrewne

Mamy szczególne nabożeństwo
do Ducha Świętego

Czcimy Chrystusa
w cierpiącym człowieku...

 

Maryja jest nam wzorem
uległości Duchowi Świętemu