Powołanie - wybór, przygoda, monotonia, a może coś jeszcze innego? - s. Eugenia CSS

Ilu powołanych, tyle historii... i każda inna, niepowtarzalna, jedyna.
Początki mojego powołania sięgają II klasy szkoły średniej, kiedy to na pogrzebie sąsiadki pomyślałam: „Może jednak warto zostać świętą?”. I pojawiło się jedno słowo: „zakon”. To było jak olśnienie; jak „grom z jasnego nieba” – chociaż ten dzień był pochmurny i zimny.
Patrząc na moje życie widzę, że Pan Jezus jednak przygotowywał mnie do tego dnia i tej decyzji przez różne pragnienia i wydarzenia: pragnienie modlitwy i sama modlitwa, pragnienie ciszy, pragnienie dania Mu czegoś więcej.


Od momentu powołania do decyzji wstąpienia i przyjęcia do Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego minęło niecałe dwa lata. W tym czasie stoczyłam niejedną walkę wewnętrzną. Jak chyba każda dziewczyna chciałam mieć męża i rodzinę, bo przecież w sercu człowieka wyryte jest pragnienie kochania i bycia kochanym. Czas płynął... Pan Jezus dawał różne znaki, aż pewnego dnia dał jeden, który bardzo mocno do mnie trafił. W III klasie Liceum Ekonomicznego ksiądz, który uczył nas religii zaprosił na jedną z nich diakona i siostrę zakonną. Gdy siostra weszła do klasy i ją zobaczyłam, pomyślałam, że jeśli wybiorę drogę życia zakonnego, to będzie to to Zgromadzenie. Co się stało? Spodobał mi się strój (i tak jest do dzisiaj). Potem siostra opowiadała o charyzmacie i to, co usłyszałam zapadło mi w serce. Ziarno zostało zasiane.
Mijały kolejne miesiące. Była IV klasa liceum i przyszedł taki dzień, w którym powiedziałam „tak”. Potem wiele rzeczy potoczyło się bardzo szybko. Rodziców i rodzeństwo postawiłam niemal przed faktem dokonanym. Powiedziałam im o moich planach mniej więcej w połowie stycznia, a niecały miesiąc później byłam już członkiem Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia. Nadszedł maj – czas matur i końca szkoły.
10 czerwca 2001r. wyjechałam z domu rodzinnego.
Tak więc powołanie jest wyborem – najpierw Pan Jezus wybiera, a potem powołany wybiera Jego; jest przygodą – bo każdego dnia wyrusza się w nieznane i do końca nie ma się pewności, jakimi drogami Pan poprowadzi, chociaż cel jest jeden – zjednoczenie z Nim; czy jest monotonią? – nie, bo każdy dzień jest inny, chociaż pozornie te same osoby i obowiązki. Ale powołanie jest czymś o wiele głębszym – to relacja Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem; to codzienne stawanie w Jego obecności, słuchanie Go, miłowanie, wypełnianie tego, co mówi.
Czy żałuję mojej decyzji życia w zakonie? Jak można żałować pójścia za Umiłowanym? Tak, to prawda – czasami jest trudno, ale przecież idę z Nim, a On szedł Drogą Krzyżową. Najważniejsze i najpiękniejsze jednak dopiero na mnie czeka – pełne życie z Nim w Królestwie Niebieskim.

s. Eugenia CSS

Odsłony: 592

Artykuły pokrewne

Mamy szczególne nabożeństwo
do Ducha Świętego

Czcimy Chrystusa
w cierpiącym człowieku...

 

Maryja jest nam wzorem
uległości Duchowi Świętemu